wyobrażenia


- Jak ci minął dzień?
- Nie wiem. Cały czas myślałem o naszym spotkaniu i nie zwracałem uwagi na inne rzeczy.

szklany człowiek, szklane serce


Serce jest jak szklanka. Niedbale trzymana, rzucona w złości, rozpierdala się się na milion małych kawałeczków.

o smutku



Listy miłosne i pożegnalne. Słowa niewypowiedziane i niedopowiedzenia. Marnowanie czasu i topienie smutków w alkoholu. Utracone nadzieje i dotykanie dna. Mordowanie miłości i narodziny obojętności. Tęsknota za zapachem i pragnienie smaku. Zapominanie i myślenie aktywne 24/7. Szaleństwo i smutek. Masochizm. Samobójstwo.

niewysłane listy, nieodbyte rozmowy odtwarzane w mojej głowie i telefony, które nie dzwonią

Dzień któryś tam, kurwa, z kolei.

To nie jest pamiętnik.

To zapiski moich myśli i uczuć, które nic nie znaczą i są obojętne. Zapisuję je, żeby nigdzie nie uciekły. Niepotrzebnie czekałem z tym do wieczora, ale upijać się w południe nie jest dobrym pomysłem.

najwspanialszy mężczyzna



Droga Klaro,

Nie zastałaś mnie dzisiaj w domu pierwszy raz od ponad trzech lat. I nie zastaniesz już nigdy więcej. Spakowałem wszystkie swoje rzeczy i wyprowadziłem się do nowego mieszkania, które kupiłem tydzień temu. Odchodzę od Ciebie.

dziękuję. chcę. kocham


Na początku chciałem ci podziękować. Przez kilka miesięcy błądziłem nocą po lesie, w którym każde drzewo wygląda tak samo i każde sięgało nieba. I kiedy pojawiały się momenty, że wśród koron dojrzałem blask księżyca, po kilku chwilach zostałem zmoczony przez mroźny i rzęsisty deszcz. Niewiele widząc, błądziłem po lesie, potykając się co chwila i po omacku szukając wyjścia. W końcu poczułem w dłoni ciepło twojej skóry. Chwyciłaś mnie lekko za rękę, lecz dla mnie na tyle mocno, że mogłabyś wyciągnąć mnie z najgłębszego dołu, kopanego na grób. Dojrzałem blask twojego uśmiechu. Jestem ci dozgonnie wdzięczny za to, że znalazłaś mnie i uratowałaś. Że dzięki tobie udało mi się wyjść z tego pierdolonego lasu na polanę, gdzie mgła powoli opada. Noc wciąż trwa, ale całkowita ciemność jest już za mną. Czekam na pierwszy promień słońca i poranną rosę na trawie, symbolizującą nadzieję na lepsze jutro. Dziękuję, że jesteś.

w porządku




Siedzę w poczekalni na twardej ławce i czuję niepokój. Ten sam lęk, kiedy siedzi się w poczekalni u dentysty. Nawet jeśli umówiłeś się tylko na przegląd i wiesz, że masz zdrowe i piękne zęby, to i tak się boisz. A ten chory, charakterystyczny zapach jeszcze bardziej potęguje strach. Tutaj na szczęście tak nie śmierdzi. Ale i tak się boję. Boję się pytań, na które będę się bał odpowiedzieć. Tutaj zadaje się tylko takie pytania. Nie chcę tu być. Nie wiem, dlaczego tu przychodzę. Może to jakaś wewnętrzna wiara, że on mi pomoże. To jak mały aniołek, który siedzi na twoim prawym barku i mówi, że muszę to zrobić. Że tak będzie dla mnie lepiej. Że to mi pomoże. Na lewym barku siedzi diabełek, który cały czas powtarza mi, że jestem głupi. Najgorsze jest to, że chyba oboje mają rację. Zaraz zwariuję.

być jak charles bukowski #1



- Jeszcze raz to samo.
Barman popatrzył na mnie, oceniając skalę mojej nietrzeźwości i żałości i nalał mi kolejną whisky.
- Ale z colą, bo się porzygam.
Kolejny wieczór przy szklance. W ponurym pubie. Dym papierosowy unosi się w całym lokalu. Przywiało go z loży dla palących. Co z tego, że jest zakaz palenia w takich miejscach, skoro gdy wchodzisz do takiego pubu to i tak nawdychasz się tego gówna. Właściciele świetnie omijają zakaz, udostępniając pomieszczenia dla tych, którzy chcą puścić dymka przy piwie, bo nie chce im się wyjść na zewnątrz. A pomieszczenia te zwykle nie są odseparowane od reszty lokalu. Tym samym dym unosi się wszędzie. Mnie to nie przeszkadza. Ma to swój klimat. Zresztą, sam palę. Zastanawiam się, czy innym to przeszkadza. W sumie, gdyby przeszkadzało, to by tu nie przychodzili.

nowotwór


Chyba... jestem w szpitalu. Idę naprawdę długim korytarzem. W końcu dochodzę do drzwi. Przy drzwiach wisi tabliczka z napisem:

dr Tomasz Lebowski
onkolog
Godziny przyjęć:
Poniedziałek 9:00 - 15:00
Środa 9:00 - 15:00
Piątek 8:00 - 13:00

kawa


- Dzień dobry, co podać?
- Dwie kawy z mlekiem, poprosimy.
- Proszę chwileczkę poczekać, zaraz przyniosę.
Kelnerka oddaliła się od naszego stolika.

ona


Wiesz, poznałem kogoś. To był zupełny przypadek. Nie szukałem jej. To było jak burza. Ona powiedziała coś, ja jej odpowiedziałem. Zanim się zorientowałem, chciałem, aby ta rozmowa trwała przez resztę mojego życia. To był przypadek. Tak mi się wydaje teraz. Znałem ją już wcześniej, ale tylko z widzenia. Nie przypominam sobie, bym rozmawiał z nią kiedykolwiek. Nawet o pogodzie. I tak jakoś wyszło, że poszliśmy na drinka. Bardziej z jej inicjatywy, bo ja byłem rozbity. Może to zbyt wygórowane słowo. Tak czy siak, tamtego wieczora zaczęło się coś większego. Coś dziwnego. Coś miłego. Coś, dzięki czemu mam ochotę wstać rano i zjeść śniadanie, bym miał siłę pójść tam i ją zobaczyć. Coś, dzięki czemu zacząłem pisać. Zwykły niezobowiązujący drink przerodził się w niezobowiązujące spacery, niezobowiązujące rozmowy.

zbrodnia


Nacisnęła klamkę i z trudem otworzyła masywne drzwi kościoła. Weszła do świątyni, zamknęła za sobą, po czym zamoczyła palce w wodzie święconej, by dotknąć nimi czoło, piersi i barki. Zawsze żegnała się„normalnie”. Tak, jak ją nauczono. Lewa ręka na sercu, prawą dotykała czoła, potem klatki piersiowej, lewego i na końcu prawego barku. Zawsze zastanawiała się, dlaczego większość osób, które przychodziły do kościoła, przy żegnaniu się w ogóle nie dotykała czoła, a resztę „załatwiała” na piersi, by na końcu się w nią bić, przeważnie trzy razy. I przeważnie jej nie dotykając.

mikołaj


Święty Mikołaju,

Mam na imię Anita, mam 27 lat, mieszkam w Szczecinie. Pracuję w małym przedszkolu na przedmieściach. Studiuję wieczorowo pedagogikę. Mieszkam z przyjaciółką. Bardzo lubię czytać, codziennie chodzę do biblioteki. Co tydzień, bądź co dwa oglądam film w kinie. To zależy, jaka pozycja przyciągnie moją uwagę. Uwielbiam czerwone wino. Mam rodzinę w Gdańsku. Kocham swoje życie, choć czasem mam chwile słabości. I przede wszystkim - nie wierzę w Ciebie.

odwiedziny


Zaparkował samochód tuż obok bramy nr 3. Wysiadł z auta, otworzył bagażnik, wyjął duży, biały znicz z wizerunkiem anioła, zamknął bagażnik, a następnie samochód. Ruszył w stronę cmentarza. Po chwili wszedł w 12 sektor. Stanął przed niewielkim, szarym grobem. Wyciągnął z kieszeni zapalniczkę, podpalił knot wkładu i postawił znicz obok trzech innych. Napis na grobie brzmiał: śp Lidia Kowalska. Ur. 23.05.1978 r., zm. 23.12.2004 r. Bóg tak chciał.

wywiad


Za dziesięć jedenasta. Miałem szczęście. Nie była tak wspaniałomyślna jak ja i nie przyszła wcześniej. Usiadłem przy jednym ze stolików. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę Marlboro i zapaliłem papierosa. Do stolika podeszła kelnerka i podała menu. Paliłem papierosa i przyglądałem się ludziom przechodzącym obok kawiarni. Ci z zagranicy robili sobie zdjęcia, śmiejąc się głośno. Po chwili na przeciwko mnie usiadła piękna blondynka, ubrana w zwiewną, czerwoną sukienkę. Od razu mnie rozpoznała. Przywitałem ją pocałunkiem dłoni. Bałem się tego wywiadu. Nie chciałem powiedzieć lub zapytać o coś, co mogłoby ją zaboleć. Nie tyle teraźniejszość, ile przeszłość.

kraków


Ubrał buty, zdjął z wieszaka płaszcz i ubrał go, po czym wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Szedł korytarzem, kierując się do wyjścia. Po chwili był na zewnątrz. Zaciągnął się głęboko czystym, pachnącym niewinnością powietrzem. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, włożył jednego do ust i zapalił. Ruszył w stronę rynku.
Kraków. Po kilkunastu latach nieobecności w Polsce, mógł wreszcie przespacerować się ulicami swojego najukochańszego miasta. Kraków był dosłownie i w przenośni kobietą, z którą miał kiedyś romans, którą nigdy nie przestał kochać i którą chce po długiej rozłące znów dotknąć.

smakosz


Kobiety są jak jedzenie. Chce się je smakować, kosztować po kawałku lub od razu zjeść w całości. Każda z nich ma inny smak. Gdy byłem mały, najpierw jadłem ziemniaki, a dopiero na końcu kotlet. Albo najpierw biszkopt, a dopiero potem czekoladę. Najsmaczniejszą część zostawiałem na koniec. Podobnie jest z kobietami. Najpierw pieszczę językiem ciało, a potem całuję usta. Zawsze słodkie. Oczywiście, raz na jakiś czas trafiały się dania niesmaczne. Dla przykładu, nie cierpię chińszczyzny.

biel


Zatrzymuje się i krzyżuje ramiona, oglądając się przez ramię, by się upewnić, że nikt za nią nie idzie. Wreszcie sprawia wrażenie rozluźnionej. I wtedy mam uczucie, jak gdybym był świadkiem cudu - Savannah powoli wnosi twarz ku księżycowi. Skąpana w jego blasku, chłonie ten widok, ogarnięta wspomnieniami, które uwolniła. Pragnę tylko jednego - dać jej znać, że jestem tutaj. Zostaję jednak na swoim miejscu i również wpatruję się w księżyc. I przez okamgnienie niemal mam ważenie, że jesteśmy znowu razem.

piękno


- Najpoważniejszą konsekwencją błędu Adama nie jest grzech pierworodny, lecz wstyd ludzi przed nagością.
- Co masz na myśli?