kawa


- Dzień dobry, co podać?
- Dwie kawy z mlekiem, poprosimy.
- Proszę chwileczkę poczekać, zaraz przyniosę.
Kelnerka oddaliła się od naszego stolika.

ona


Wiesz, poznałem kogoś. To był zupełny przypadek. Nie szukałem jej. To było jak burza. Ona powiedziała coś, ja jej odpowiedziałem. Zanim się zorientowałem, chciałem, aby ta rozmowa trwała przez resztę mojego życia. To był przypadek. Tak mi się wydaje teraz. Znałem ją już wcześniej, ale tylko z widzenia. Nie przypominam sobie, bym rozmawiał z nią kiedykolwiek. Nawet o pogodzie. I tak jakoś wyszło, że poszliśmy na drinka. Bardziej z jej inicjatywy, bo ja byłem rozbity. Może to zbyt wygórowane słowo. Tak czy siak, tamtego wieczora zaczęło się coś większego. Coś dziwnego. Coś miłego. Coś, dzięki czemu mam ochotę wstać rano i zjeść śniadanie, bym miał siłę pójść tam i ją zobaczyć. Coś, dzięki czemu zacząłem pisać. Zwykły niezobowiązujący drink przerodził się w niezobowiązujące spacery, niezobowiązujące rozmowy.

zbrodnia


Nacisnęła klamkę i z trudem otworzyła masywne drzwi kościoła. Weszła do świątyni, zamknęła za sobą, po czym zamoczyła palce w wodzie święconej, by dotknąć nimi czoło, piersi i barki. Zawsze żegnała się„normalnie”. Tak, jak ją nauczono. Lewa ręka na sercu, prawą dotykała czoła, potem klatki piersiowej, lewego i na końcu prawego barku. Zawsze zastanawiała się, dlaczego większość osób, które przychodziły do kościoła, przy żegnaniu się w ogóle nie dotykała czoła, a resztę „załatwiała” na piersi, by na końcu się w nią bić, przeważnie trzy razy. I przeważnie jej nie dotykając.